"Ja nie umiem malować."
To pierwsze zdanie, które słyszę na 9 z 10 kursów malarstwa intuicyjnego, które prowadzę. Następne brzmi: "Mój nauczyciel w podstawówce powiedział mi, że nie mam talentu". Albo: "Moje dziecko maluje lepiej niż ja". Wszystkie te zdania mają jedną wspólną rzecz - żadne z nich nie ma znaczenia dla tego, czym jest malowanie intuicyjne.
Bo malowanie intuicyjne nie jest o wyniku. Jest o procesie - o tym, co dzieje się w Tobie, gdy stajesz przed pustym płótnem, gdy pierwsza farba dotyka powierzchni, gdy decyzję podejmuje nie umysł, ale ręka, ciało, oddech. To medytacja przez ruch - z tą różnicą, że zostawia ślad, do którego możesz wrócić.
Carl Gustav Jung pisał: "Tworzenie czegoś nowego nie dokonuje się poprzez intelekt, ale poprzez instynkt zabawy, wypływający z wewnętrznej potrzeby. Umysł twórczy bawi się przedmiotami, które kocha". Te słowa towarzyszą mi od początku mojej drogi malarskiej. Pokazują, że twórczość jest poważną pracą duszy - ale nie polega na wysiłku, polega na pozwoleniu.
Pracuję akrylem - na płótnie, w technice własnej i mieszanej. Maluję nie tylko pędzlem, ale też szpachlą, dłońmi, gąbką. Lubię ten bezpośredni kontakt z materią, ten moment, gdy farba przestaje być "narzędziem", a staje się językiem ciała. Ten sam język wprowadzam na warsztaty Malowania Intuicyjnego - kurs, podczas którego nie uczę "jak malować", uczę jak być przy malowaniu.
Co się dzieje, gdy człowiek staje przed płótnem w takiej przestrzeni? Najczęściej w pierwszych minutach pojawia się opór - "to bez sensu, ja tego nie umiem". Potem zwykle łzy - bo coś, co od dawna stłumione, znajduje wyraz. Potem śmiech - bo zaskoczenie tym, co się dzieje, jest bardzo wyzwalające. A na końcu - obraz. Często zaskakujący. Często mówiący coś, czego uczestnik sam jeszcze nie potrafił sformułować słowami.
To samo dzieje się w mojej drugiej autorskiej metodzie - Dance & Image®. Łączy ruch z obrazem, taniec z malarstwem. Ciało prowadzi, ręka maluje, na płótnie pojawia się to, co się przepływa. To bardzo czysta forma pracy - nie ma w niej terapeutycznej "analizy", jest sama obecność i ekspresja. A jednak po sesji większość uczestniczek mówi: "Czuję się, jakby coś się we mnie przesunęło".
Wiem, że sztuka i terapia to nie dwa różne światy. Dla mnie zawsze były tym samym językiem - językiem powrotu do siebie. Czy to przy płótnie, czy na sesji, czy w ruchu - ten sam strumień obecności.
Jeśli kiedykolwiek powtarzasz sobie "nie umiem malować" - spróbuj. Może nie chodzi o to, byś nauczyła się malować. Może chodzi o to, byś przypomniała sobie coś, co już kiedyś umiałaś.
Dla kogo: dla kobiet i mężczyzn, które tęsknią za twórczą stroną siebie, ale boją się "robić to źle". Dla tych, którzy zatracili dostęp do swojej wrażliwości i intuicji. Dla wszystkich, które chcą poznać siebie przez język bezsłowny - obraz, ruch, dotyk farby.